Wielka cisza
Przed wielu laty pożyczyłem płytę z filmem „Wielka cisza” w reżyserii Philipa Gröninga. To dokument z jego pobytu w klasztorze kartuzów we francuskich Alpach. Od pomysłu do realizacji minęło sporo czasu, bo na jego prośbę o stworzenia takiego dokumentu, bracia odpowiedzieli po… 16 latach. Tyle potrzebowali, by wyrazić zgodę. Gröning spędził wśród braci pół roku, żyjąc zgodnie z rytmem ich życia, w ciszy, na modlitwie i podczas pracy. Był sam, bez ekipy i oddał widzom dzieło pozbawione jakiejkolwiek narracji, czy muzyki, a sam film trwa blisko 3 godziny. To dzieło niesamowite… Pamiętam, jak z żoną odpaliliśmy komputer i wrzucili płytę i nagle stanęliśmy w ciszy, wpatrując się w ekran. Zapomnieliśmy nawet się przebrać po pracy… po prostu staliśmy i patrzeli. Dwa razy zdarzyło się, że film nas przeniósł niejako w inne miejsce i to był jeden z tych przypadków. Polecam ten dokument, chociaż nie o tym dziś chciałem napisać. Na końcu zostawiam link do zwiastuna.
Dla nas okres Wielkiego Postu to właśnie wielka cisza. Jedna wielka okazja do ciszy. Jednak nie chodzi o to, by delektować się samą ciszą. Ciekawe, że mimo półrocznego pobytu w tak przepełnionym modlitwą, ciszą, a co najważniejsze Bogiem miejscu, jak klasztor kartuzów, reżyser jakoś nie odnalazł drogi do Boga. Zatem w okresie Postu, nie chodzi tylko o poszukiwanie ciszy, dla niej samej. Nawiasem mówiąc, dla nas Wielki Post, to swoisty reset przed najważniejszymi Świętami w Kościele, a dla Chrystusa, był to czas zwieńczenia całej Jego ziemskiej działalności, poprzedzonej potworną męką na krzyżu. Mało w tym ciszy, spokoju i medytacji.
Ewangelia z 1 Niedzieli Wielkiego Postu mówi nam, że Chrystus bezpośrednio po przyjęciu chrztu z rąk św. Jana Chrzciciela, udał się na pustynię, gdzie pościł 40 dni (por. Mt 4, 1-11). Wiele razy czytamy o tym, że Jezus udawał się na miejsca odludne, by skupić się na modlitwie (por. Mk 1, 35). Zachęcał również do tego swoich uczniów (por. Mk 6, 31). Czy mamy inne potrzeby niż uczniowie Jezusa? Na pewno nie, chociaż odczuwamy zmęczenie z zupełnie innych powodów niż oni. W ich przypadku była to misja głoszenia Dobrej Nowiny o zbawieniu w osobie Jezusa Chrystusa. My najczęściej odczuwamy zmęczenie wynikające z naszej pracy lub obowiązków rodzinnych. Większość z nas, nie jest powołana głównie do głoszenia Ewangelii, jak to ma miejsce w przypadku osób duchownych lub konsekrowanych. Nasza droga do nieba prowadzi przez wypełnianie powołania naszego stanu. Jeśli chodzi o mnie, to moim powołaniem jest sakrament małżeństwa i wspólna droga z żoną ku Bogu. Mam dobrze przygotować nasze dzieci i bliskich, na życie samodzielne i odpowiedzialne, by wiedziały, że każda ich decyzja, ma przełożenie na życie wieczne i to jakie ono będzie. Przyznaję, że w tej dziedzinie mam sobie wiele do zarzucenia, co niechaj łaskawy Bóg zechce mi wybaczyć…
Duchowni i osoby żyjące według reguł zakonnych, całe swoje życie i plan każdego dnia mają ustalony według rytmu modlitwy. My świeccy musimy wygospodarować sobie czas, na osobiste spotkanie z Bogiem. Nie powiem ile czasu mamy się modlić każdego dnia, bo przecież nie o to chodzi, by klęczeć z zegarkiem w ręku i odliczać minuty. Każdy dzień daje nam wiele okazji, do chwil, by być z Jezusem, nasza rola polega na tym, by skłonić swoją wolę, by tak się stało. Z tym bywa różnie, a proszę mi wierzyć, wiem, o czym piszę… Jednak nie zmienia to faktu, że naszą katolicką powinnością jest modlitwa. Pocieszający jest fakt, że nawet gdy nie wiemy, jak to robić, sam Duch Święty przychodzi nam z pomocą (por. Rz 8, 26). Jednak nie uczyni tego bez nas, bez naszej obecności. Trudno wierzyć komuś, kto twierdzi, że pragnie być z Bogiem w niebie, gdy nie chce z Nim spędzić kilku lub kilkunastu minut w ciągu dnia, prawda? Potrzebujemy modlitwy! Nie Bóg, my jej potrzebujemy, by być blisko Niego, poznawać Go w jego Słowie, by żyć z Nim, a nie obok Niego.
To może być trudny Wielki Post, bo i wielkie w nas zaległości i zaniedbania. Spokojnie, małymi krokami, byle z Nim. A co, gdy zabraknie sił? Zacznijmy od nowa. Nie chodzi wszak o siłowanie się z samym sobą, bo od tego są siłownie i treningi, ale o to, by być bliżej Boga, a przez to bliżej bliźnich. I jak na siłowni mamy trenerów, których zawsze możemy poprosić o pomoc, tak w życiu wiarą, mamy kapłanów, siostry i braci zakonnych, którzy chętnie nam pomogą przez udzielanie sakramentów czy słowo pokrzepienia. Nie bójmy się ciszy, bo w niej łatwiej znaleźć Boga. Życzę ci, byś go znalazł, bo to, że On czeka na ciebie, jest sprawą pewną jak śmierć i podatki…
Zwiastun filmu „Wielka cisza” w reż. Philipa Gröninga: