słowo o Słowie (soS): Łk 1, 38

20 grudnia 2020

„Na to rzekła Maryja: «Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!»” (Łk 1,38)

Pismo Święte jak i cała historia Kościoła, ukazują nam ogromną rzeszę ludzi, których Bóg powołał do czegoś wyjątkowego. Jednych wezwał do podjęcia podróży w nieznane, innych uczynił przewodnikami narodu, wojownikami, prorokami lub królami. Przez dwa tysiące lat istnienia Kościoła udzielał hojnie łaski swego powołania, do kapłaństwa, małżeństwa, samotności lub życia we wspólnocie zakonnej. Lecz tylko jednej osobie z całego rodzaju ludzkiego dał przywilej bycia Matką Bożą.

Gdy rozmyślałem nad dzisiejszą Ewangelią, uderza mnie gotowość Maryi na wypełnienie woli Boga. Wielu przed nią powołanych, wzbraniało się, niedowierzało, a nawet szukało zmienników. Przywołajmy kilka postaci. Oto Sara, żona Abrahama. Ze swoim mężem byli bezdzietni. W swym pragnieniu posiadania dzieci, Sara prosi swego męża Abrahama, by współżył ze swoją niewolnicą Hagar i by ta urodziła syna jej mężowi. Choć wcześniej Bóg zapowiada potomstwo Abrahamowi i Sarze. Oni jednak chcieli to zrealizować po swojemu. Bóg jednak działa zawsze we właściwym czasie. Oto nawiedza Abrahama pod postacią trzech mężczyzn, którzy po przyjęciu gościny zapowiadają, że za rok o tej samej porze Sara będzie miała syna. Reakcją Sary jest śmiech i niedowierzanie:

„Rzekł mu [jeden z nich]: «O tej porze za rok znów wrócę do ciebie, twoja zaś żona Sara będzie miała wtedy syna». Sara przysłuchiwała się u wejścia do namiotu, które było tuż za Abrahamem. Abraham i Sara byli w bardzo podeszłym wieku. Toteż Sara nie miewała przypadłości właściwej kobietom. Uśmiechnęła się więc do siebie i pomyślała: «Teraz, gdy przekwitłam, mam doznawać rozkoszy, i mój mąż starzec?» Pan rzekł do Abrahama: «Dlaczego to Sara śmieje się i myśli: Czy naprawdę będę mogła rodzić, gdy już się zestarzałam? Czy jest coś, co byłoby niemożliwe dla Pana?” (Rdz 18, 10-14a)

Sara może w owych trzech mężczyznach widziała tylko ludzi więc ich obietnica, że w starości zajdzie w ciążę, była rzeczywiście wiadomością z pogranicza absurdu. Jednak w ostatnim pytaniu widać wyraźnie, że nie można ograniczać Boga. Ten, który ustalał wszelkie granice, sam nie podlega ograniczeniom, limitom czy statystykom. Prawa natury, upływający czas są również wyrazem jego stwórczego działania.

Innym przykładem jest Mojżesz, który też miał dwojakie wątpliwości, co do wyboru jego osoby przez Boga. W pierwszej zestawił siebie z Faraonem:

„A Mojżesz odrzekł Bogu: «Kimże jestem, bym miał iść do faraona i wyprowadzić Izraelitów z Egiptu?»” (Wj 3, 11)

Wielu z nas może odczuwać podobne opory, przed konfrontacją ze światem, który sam o sobie mówi, że jest nowoczesny, postępowy, a religię traktuję, jak bajkę czy urokliwy folklor dla dzieci. Z katolików, którzy przez wieki byli największym mecenasem nauki, zrobiono analfabetów, którzy ze swymi dogmatami i zasadami moralnymi blokują kroczenie ludzkości ku świetlanej przyszłości wolnej od Boga. Skoro świat nie ma argumentów przeciwko Bogu, pozostaje jedyne wyjście: wyeliminowanie Go z dyskusji. Jakże to przypomina zachowanie zwolenników zabijania dzieci nienarodzonych, którzy przez zakrzyczenie, niszczenie mienia i cenzurę słowną chcą zamknąć usta tym, którzy bronią godności i świętości ludzkiego życia od poczęcia, aż do jego naturalnej śmierci. Gdy nie ma się argumentów, pozostaje przemoc, wrzask, zakazy sądowe i w końcu eliminacja przeciwników. To ostatnie dopiero przed nami…

Druga wątpliwość Mojżesza dotyczyła jego zdolności oratorskich. Jak rozmawiać z wielkimi tego świata? Ale Bóg i na to znajduje odpowiedź:

„I rzekł Mojżesz do Pana: «Wybacz, Panie, ale ja nie jestem wymowny, od wczoraj i przedwczoraj, a nawet od czasu, gdy przemawiasz do Twego sługi. Ociężały usta moje i język mój zesztywniał». Pan zaś odrzekł: «Kto dał człowiekowi usta? Kto czyni go niemym albo głuchym, widzącym albo niewidomym, czyż nie Ja, Pan?” (Wj 4, 10-11)

Warto przywołać jeszcze jeden przykład kapłana Zachariasza, męża Elżbiety i ojca Jana Chrzciciela. On również mimo wielkiej łaski jakiej dostąpił, gdyż nie każdemu objawia się archanioł Gabriel, wątpił w prawdziwość obietnicy danej z nieba:

„Na to rzekł Zachariasz do anioła: «Po czym to poznam? Bo ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku». Odpowiedział mu anioł: «Ja jestem Gabriel, który stoję przed Bogiem. A zostałem posłany, aby mówić z tobą i oznajmić ci tę wieść radosną. A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie, bo nie uwierzyłeś moim słowom, które się spełnią w swoim czasie»” (Łk 1, 18-20)

Choć bez wątpienia ludzie ci doznali ogromnej łaski i wyróżnienia, nie jestem przekonany w jaki sposób zachowalibyśmy się my na ich miejscu. Łatwo z perspektywy tych tysięcy lat oceniać ich zachowanie. Jestem jednak przekonany, że ja również byłbym sceptyczny, czy to co słyszę lub widzę, pochodzi od Boga i czy na pewno owo wezwanie skierowane jest pod właściwym adresem.

Tym bardziej docenić należy gotowość do wypełnienia woli Bożej jaką wykazała Maryja. Jej jedyne pytanie dotyczyło tylko faktu, w jaki sposób zrealizuje się obietnica ogłoszona przez archanioła Gabriela. Gdy to zostało wyjawione, natychmiast wypowiada piękne słowa wyrażające pragnienie oddania się Bogu, by Ten nawiedził ziemie w ludzkim ciele – lecz najpierw zamieszkał przez dziewięć miesięcy, pod Jej świętym sercem.