słowo o Słowie (soS): 1Krl 19, 9a. 11-13a
Dawno mnie tu nie było i nie dlatego, że nie mam nic do napisania, ale dlatego, że zbyt wiele słów kotłuje się po głowie. I to gorzkich słów. Nie podobają mi się wieści z Kościoła, jak i z kraju. Od lat mamy w kraju tzw. wojnę polsko-polską, a tarcia wewnątrz Kościoła eskalowały boleśnie w ostatnich miesiącach. Smutek to chyba dobre określenie na to, co odczuwam w ostatnim czasie. Eliasz również wycofał się na miejsce pustynne, chociaż jego motywy były zgoła inne, on uciekał przed zemstą królowej Izabel, a ja wycofałem się w poszukiwaniu odpowiedniego dystansu do tego, co dzieje się wokół mnie. Dla jasności jeszcze go nie znalazłem. Jednak dzisiejsze pierwsze czytanie rzuca porusza ważną kwestię.
„Gdy Eliasz przyszedł do Bożej góry Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Bóg rzekł: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!» A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pana nie było w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pana nie było w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pana nie było w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty” (1Krl 19, 9a. 11-13a)
Często ludzie pytają, dlaczego Bóg milczy? Cóż, On nie milczy, ale my nadajemy na innych falach. Oczywiście nie da się Jego interwencji ograniczyć, do konkretnych warunków, bo Boga nic i nikt nie może ograniczać. Może przemawiać do człowieka na różne sposoby, niezależnie od sytuacji, w jakiej ten się znajduje. Czy mógł przemówić, do proroka w wichurze, trzęsieniu ziemi czy ogniu? Naturalnie, że tak. On wie, co robi, ale człowiek czy odpowiednio to zinterpretuje? Tu już nie ma gwarancji.
Żyjemy w notorycznym decybelowym armagedonie. Hałas miast, mediów, słuchawek podłączonych do telefonów, które skutecznie odcinają nas od wszystkich i wszystkiego. Ów hałas zadziałał na mnie, jakbym dostał po łbie czymś ciężkim. Jedni przeciw drugim, w świecie, kraju, a nawet w Kościele, choć po ludziach wiary można spodziewać się czegoś więcej. A może, gdybyśmy na jakiś czas się wyciszyli, zdjęli słuchawki i trwali w ciszy i skupieniu, może dostrzeglibyśmy wiele dzieł Bożych i usłyszeli, to co On mówi do nas, bo to, że mówi, nie podlega dyskusji. Czy słyszę Go, a raczej słyszałem? Tak i to wiele razy, ale były to chwile tuż po jakiejś życiowej burzy i trzęsieniu mojego świata lub wtedy, gdy celowo trwałem w ciszy, pytając Boga, jak jest Jego wola lub czego chce ode mnie.
Cisza bywa przerażająca. Pamiętam jak przed laty, odwiedziłem klasztor Kamedułów w Krakowie. Zszedłem do kaplicy pod kościołem tuż obok miejsca, gdzie zmarli bracia spoczywają, złożeni w kamiennych niszach. Byłem sam i gdy wpatrywałem się w krzyż na ołtarzu, usłyszałem go głośno i wyraźnie, hałas był przeogromny, a był to hałas, który przyniosłem ze sobą. Gdy dotarło to do mnie, ogarnęła mnie przerażająca cisza, w której zobaczyłem siebie i wszystko, czym żyję i za czym się uganiam. Możesz mi wierzyć, że był to widok straszny, ale skutek był oczyszczając. Cisza, która była przerażająca, stała się ukojeniem i uzmysłowieniem mi, że nigdy nie jestem sam, że On zawsze będzie obecny w moim życiu, niezależnie od tego, czy zgodzę się na tę obecność, czy Go odrzucę. Mógłbym o takich sytuacjach opowiadać godzinami, gdy wręcz krzyczałem na Boga w pustym kościele, a gdy już wyrzuciłem wszystko z siebie, wtedy przychodził On i delikatnie i ze spokojem stawiał mnie do pionu.
Czy odważysz się wyjść przed jaskinie swego świata, zostawiając za sobą wszystkie burze i zawieruchy i otworzysz się na delikatny szmer, w którym On będzie mógł przemówić do Ciebie? Jednak z redaktorskiej uczciwości powiem, że wiele się może zmienić, bo gdy już raz Go usłyszysz, wszystko może się zmienić. Kiedyś, w lepszych czasach dla katechezy w szkole, gdy młodzież była inna i rodzice też, zdarzało się, że ktoś, kto oficjalnie nie chodził na lekcje, chciał wejść i posłuchać. Dziś odmawiam, bo nie wiem z kim mam do czynienia i nie wiem, czy przypadkiem rodzice nie wytoczą mi sprawy, że robię coś, bez ich zgody. Jednak kiedyś mówiłem takiej osobie prosto w oczy, że jeśli tu wejdziesz, możesz usłyszeć coś, co zmieni twoje życie, że doświadczysz Bożej obecności i otrzymasz łaskę nawrócenia, co zmieni całe twoje życie, bo przecież nawet przez najsłabszych i najbardziej ułomnych z nas katolików, może On przemówić do jakiegoś człowieka. Ostrzegałem i czekałem na reakcję i często odchodzili, bo bali się nawet dopuścić myśl, że mogliby uwierzyć.