Przychodzi uczeń do…

30 listopada 2023

Pewnego dnia po lekcji podszedł do mnie uczeń, którego zaliczyć można do ciekawych świata i poprosił o chwilę rozmowy. Zaczął od tego, że ma pewien plan na swoje życie, ale nie wie, czy będzie on zgodny z wiarą katolicką. W mojej wyobraźni przewinęło się wiele niesamowitych scenariuszy, z których ten o handlowaniu narkotykami wydawał się najmniej drastyczny. Na szczęście rzeczony uczeń miał inne zamiary. Okazało się, że chciałby swoją przyszłość związać z armią i rozpocząć studia w uczelni wojskowej…

Przyznaję, że bardzo się zdziwiłem, słysząc o wątpliwościach dotyczących tej materii. Jednak im dłużej żyję i przysłuchuję się wielu współczesnym teologom, coraz mniej się dziwię, że ów młody człowiek czuł się zagubiony. Współcześnie powszechne staje się przekonanie, że dobry katolik, chcąc żyć w zgodzie z nauczaniem Jezusa, powinien nadstawiać drugi policzek (por. Mt 5,39). Dożyliśmy czasów, że nie wiadomo, czy możemy się bronić przed agresorem wewnętrznym (oprychem na ulicy, włamywaczem) lub zewnętrznym (obcym państwem i  jego polityką). Katolicy stali się chłopcem do bicia gotowym na przyjmowanie każdego ciosu niezależnie od tego, czy na niego zasłużyli. Panuje tendencja do przepraszania wszystkich za wszystko.

            Czy mamy przepraszać za to, że na przestrzeni kilkunastu wieków walczyliśmy o wolność swoją i innych? Czy błędem była słynna odsiecz wiedeńska? Czy grzech popełnili powstańcy broniący się przed zaborcami? Czy pełnienie obowiązków duszpasterskich przez kapelana w wojsku, policji albo straży więziennej to nadużycie wiary i zachęta do przemocy? W końcu: czy istnienie więzień jest niezgodne z nauczaniem Chrystusa, bo jakim prawem ograniczamy komuś wolność, podczas gdy powinniśmy mu okazać bezwarunkową miłość?

Nie jestem bezbłędnym znawcą Ewangelii, ale nie przypominam sobie, by Jezus w swym nauczaniu potępiał istnienie wojska lub zakazywał komukolwiek bronić bliskich. Apostołowie, którzy w swoich listach również zajmowali się kwestiami społecznymi, nie odrzucali porządku publicznego i nie potępiali prawa do obrony, które jest niejako wpisane w naszą naturę. Przecież bronimy się przed pomówieniami, niesłusznymi opiniami lub wypaczeniem naszych słów lub czynów. Bronimy swego dobrego imienia. Czy i to jest niezgodne z naszą wiarą? Zatem gdybyśmy przyjęli bierną postawę wobec jakiegokolwiek ataku, nie byłoby nawet sensu apologii (obrony wiary), co czynił św. Justyn i jemu podobni, kiedy tłumaczył sobie współczesnym, że chrześcijanie nie są kanibalami, gdy mówią o spożywaniu ciała Jezusa Chrystusa.

Na szczęście ów jednostronny, bo wymagany tylko od katolików pacyfizm, tak mocno dziś lansowany w mediach i głoszony z wielu ambon, jeszcze nie stał się oficjalnym dogmatem wiary. Wciąż w Katechizmie Kościoła Katolickiego widnieją zapisy odnoszące się do obrony koniecznej. Wynika z nich, że możemy się bronić. Przecież za świetnością polskiego narodu w czasach jego chwały stała wierność hasłu: „Bóg, honor, ojczyzna”. Historia pokazała wielokrotnie, że odrzucenie któregokolwiek z zawartych w nim wezwań prowadzi do upadku narodu i kłopotów. To właśnie katolicka wiara nigdy nam nie pozwoliła na podbijanie innych państw, mordowanie ich obywateli, zdobywanie kolonii i łupienie dóbr. Nie musimy zatem nikogo przepraszać. Nie pozwolimy też komukolwiek zabierać nam wolności, niszczyć podstawowych praw i atakować naszych świętości. Zachwycają mnie kadry z filmów ukazujących życie naszych przodków, na których widać obrazy Matki Bożej lub Chrystusa zwieszone tuż obok szabli na ścianach wielu izb. W ten sposób wyrażali oni swój stosunek do najwyższych wartości: jeśli przybysz miał dobre i uczciwe zamiary, gościli go z niespotykaną w świecie otwartością wynikającą z wiary, ale gdy ośmielał się naruszać mir polskiego domostwa, nie wahali się stanąć w jego obronie. Z tego Polacy byli niegdyś znani. Z jakiego powodu zapamiętają nas kolejne pokolenia?

Tekst ukazał się w piśmie “Głos o. Pio” (wrzesień/październik 2023)