Po dłuższej przerwie…

21 września 2020

Dawno niczego nie napisałem i nie było to skutkiem jakiegoś wypadku, czy choroby. Z każdym dniem utwierdzam się w przekonaniu, że nie pasuję do dzisiejszych czasów. Skala rzeczy, które po ludzku mnie rozśmieszają, bulwersują i zadziwiają jest tak wielka, że zwyczajnie odebrało mi mowę. Chciałbym patrzeć na zmiany w świecie i kraju z większym dystansem, ale zwyczajnie nie potrafię. Może lepiej dla mojej kondycji duchowej i fizycznej zrezygnować z oglądania programów publicystycznych i religijnych oraz niektórych portali poświęconych tej tematyce? Przyznaję, kuszące…

Mdli mnie gdy widzę, że zwierzęta traktuje się jak ludzi, a ludziom odbiera się prawo do życia. Gdzie można znaleźć głos rozsądku? Czy są jakieś trwałe fundamenty, na których można budować? Oczywiście, że tak. Problem tkwi w tym, że próbuje się nam zakazać odwoływać do owego źródła prawdy. Jezus Chrystus jest odpowiedzią na nasze pytania, ale któż by Go pytał o to jak należy postępować? Skoro na Jego naukę powołują się katolicy i ich przeciwnicy, to czyż obie strony sporu mają rację? Niestety przez lata liberalno-lewicowej tresury wielu z nas zatraciło zmysł rozeznawania dobra i zła. Brak znajomości nauczania Chrystusa przekłada się na to, że jakiś facet udający kobietę, powołuje się na Jego nauczanie i zmyśla na antenie radiowej słowa Jezusa, a ludzie to kupują.

Jakby tego było mało, za wybryki tego tęczowego aktywisty, ręczą duchowni katoliccy… Księża, którzy ośmielający się głośno mówić o grzechu i stojący twardo przy tradycyjnym nauczaniu Kościoła, są dziś atakowani, nawet przez swoich przełożonych, a ci którzy otwarcie popierają mężczyznę, który dewastował mienie prywatne, pobił (z grupą) innego człowieka i bezcześcił święte symbole chrześcijańskie i narodowe, ciszą się swobodą wypowiedzi i nie ponoszą konsekwencji swoich skandalicznych wypowiedzi. Coś takiego trudno skomentować.

To, że katolicy byli przez wieki prześladowani, nie jest niczym nowym. Ale skala zamieszania w samym kościele, jest zatrważająca. Na zachodzie trudno znaleźć hierarchę wiernego Objawieniu Bożemu. Nowinki teologiczne i eksperymenty liturgiczna rodem ze wspólnot protestanckich są tam normą, a i tak nie brakuje u nas kapłanów, którzy wpatrują się z uwielbieniem we wspólnoty z zachodniej Europy czy zza oceanu.

To wszystko tylko mały wycinek z ogromnego zbioru rzeczy, które mnie niepokoją . Wciąż mam przed oczyma słowa Chrystusa:

„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk  18, 8b)

Nie ma co załamywać rąk. Najlepiej potraktować to jako chwilową słabość. W końcu wierzymy w Boga, a On jest wierny swojemu słowu i obietnicom. Trzeba nadal w miarę możliwości głosić Ewangelię i ufać. W tak pokręconych czasach, każdego dnia winniśmy dziękować za łaskę wiary. Jezu, nie pozwól nam odejść od siebie…