Kto by się ostał?

11 lipca 2023

Wspomniałem jakiś czas temu, że pewna komentatorka polityczna i filozof z Holandii została katoliczką. Informacja ta była dostępna głównie w  wąskiej grupie mediów katolickich. Ktoś mógłby powiedzieć, co to kogo obchodzi, że ktoś przyjął chrzest lub dokonał konwersji z innych odłamów chrześcijaństwa do Kościoła Katolickiego. To zastrzeżenie działa tylko w jedną stronę, bo o przypadkach apostazji różnych bardziej lub mniej znanych osób możemy czytać i słyszeć w mediach, które delikatnie mówiąc z Kościołem nie mają nic wspólnego. Tam każda taka sprawa jest nagłaśniana maksymalnie, niczym odkrycie leku na jakąś nieuleczalną chorobę. Tym razem dowiedziałem się, że jakiś polski aktor zerwała z naszą wspólnotą. Mówi jak wielu, że woli pójść do lasu niż do kościoła. Czy coś stoi na przeszkodzie, by pójść i tu i tam?

Ileż to razy słyszałem, że ktoś woli pójść do lasu, parku, spa, by tam się pomodlić, niż ślęczeć w ławkach kościelnych? Cóż w lasach czasami bywam, w parkach dość często i jakoś tłumu rozmodlonych i w czytujących się w Pismo Święte byłych katolików nie widziałem. I bynajmniej nie nabijam się z takich ludzi, bo przecież modlić się można na łonie natury, co osobiście lubię praktykować. Problem jest taki, że to tylko fałszywe tłumaczenie, podczas gdy powody najczęściej są zupełnie inne.

Wiem jedno, że na każde wątpliwości dotyczące wiary dawno już odpowiedziano. Problem jest taki, że mało kto poszukuje odpowiedzi na swoje wątpliwości. Jakoś nie spotkałem kogoś, kto porzucił wiarę po tym jak wołał w rozpaczy bezradności do Boga prosząc o wytrwanie lub podejmował umartwienia czy szukał pomocy u jakiegoś mądrego kapłana. Najczęstszym powodem odejścia od wiary, jest fakt, że nie zależy nam na niej oraz trwanie w grzechu. Do tego jednak publicznie się nie przyznamy, bo to świadczyłoby o naszej winie, a nie tych złych, obłudnych i grzesznych katolików. Przecież jeśli coś jest dla nas ważne i drogie, potrafimy o to walczyć nawet za cenę życia. Autor natchniony pięknie to ujął: „Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi” (Hbr 12, 4). Matka chroni i walczy o dziecko za cenę własnego życia, muzyk czy sportowiec rezygnuje często z dzieciństwa i błogiego nic nie robienia, na rzecz ciężkich ćwiczeń i treningów, by kiedyś osiągnąć poziom światowy. Zakochany potrafi przebyć setki kilometrów, by zobaczyć się z ukochaną bodaj na kilka minut, a katolik w obliczu trudności mówi: ja odpadam.

Od szesnastego roku życia, próbuję (z różnym skutkiem) być blisko Jezusa. Od tamtej pory kilka razy moja łódź wiary natknęła się na rafę wątpliwości. Jednak Chrystus wszedł tak mocno w moje życie, a to czego się o Nim się dowiedziałem, tak mocno przemawiało na Jego rzecz, że za każdym razem trwałem i biłem się o wiarę. Bo NIC i NIKT, nie może mi podać bodaj jednego argumentu przeciwko Jezusowi Chrystusowi. Tylko ja mogę stracić wiarę poprzez wybór zła lub lenistwo duchowe. Widziałem upadki wielu wielkich naszej wspólnoty, którzy dziś odcinają się od Jezusa. Jakże smutny to widok. Każdego dnia proszę Pana, by udzielił mi łaski wytrwania w wierze. Żal mi każdego katolika, który z tego lub innego powodu opuszcza szeregi Kościoła. Modlę się w ich intencjach, by zdążyli się opamiętać i wrócić do Boga. Za wspomnianego wyżej aktora również będę się wstawiał u Boga. Jednak tak już jest w życiu, że o miłości i przyjaźnie możemy mówić tylko wtedy, gdy obie strony tego pragną. Bóg jest zawsze na TAK, człowiek… nie zawsze.

W tych wszystkich biografiach uderza mnie jedno. Każdy mówi, że zrywa z Kościołem, bo katolicy są źli. Jednak nikt nie mówi, że w naszej wspólnocie, są ludzie bezgrzeszni. Grzech to zło i tu nie zmienia się nauczanie Kościoła. Jesteśmy jednak powołani do bycia z Bogiem, ale prowadzi do tego droga, która wymaga od nas zerwania z grzechem i przywiązaniem do niego. Zatem katolik popełniający grzech i trwający w nim, nie postępuje zgodnie z tym, do czego powołuje go Bóg. Szkoda więc, że tak wielu przekonanych o swojej bezgrzeszności, opuszcza nasze szeregi, zamiast dawać przykład słabszym. Gdyby tu na ziemi, każdy grzesznik opuścił Kościół Katolicki, bo są w nim grzesznicy, to któż by się ostał?