Bohater tygodnia: św. Maria Goretti

01 lipca 2024

W tym tygodniu miałem do wyboru dwie kandydatury na bohatera, którego warto bliżej poznać. Oboje młodzi. Oboje odeszli z tego świata u początku swego życia. Jeden (bł. Piotr Frassati) w wyniku choroby, a wybrana przez mnie Maria, na skutek brutalnego morderstwa. Jednak od początku…

Maria Goretti urodziła się 16 października 1890 roku w Corinaldo koło Ankony. Pochodziła z ubogiej, wiejskiej rodziny. Dobre ziarno wzrasta na urodzajnej glebie, a dom Marii był miejscem, gdzie wiara i wspólna modlitwa były szczególnie pielęgnowane. W wieku 6 lat otrzymała sakrament bierzmowania (to były inne czasy), a pierwszą Komunię Świętą przyjęła 29 maja 1902 roku. Niestety życie doświadczyło ją utratą ojca, który zmarł gdy ta miała 10 lat. Była na tyle dojrzałą emocjonalnie dziewczynką, że znalazła siły, by pocieszyć swoją matkę słowami: „Odwagi, mamusiu! Bóg nas nie opuści!”. Stale modliła się za swego zmarłego ojca. Starała się pomagać matce w obowiązkach domowych i opiece nad swoim rodzeństwem. Często można było ją zastać, gdy z wielkim nabożeństwem przesuwała paciorki różańca. Czasami jest tak, że w wyniku doświadczeń życiowych, dzieci muszą zbyt szybko wejść w dorosłe życie.

Niestety dotycz to również gorszej strony ludzkiego życia, jakim jest grzech i cierpienie. Tak stało się i w jej przypadku. Marii przyglądał się się starszy sąsiad Aleksander Serenelli. On miał 18 lat, ona zaledwie 12, co nie uchroniło jej od jego nieczystych zamiarów. Aleksander zaczepiał Marię, a nawet groził jej śmiercią, ona jednak przez dłuższy czas potrafiła go skutecznie unikać. Nie chciała o tym mówić matce, bo obawiała się, że pogorszy relacje między obiema rodzinami.

5 lipca 1902, gdy obie rodzinny były pochłonięte pracą na roli, prześladowca dziewczyny wykorzystał okazję i zaatakował Marię z zamiarem gwałtu. Wciągną ją do kuchni, by zmusić ją do uległości. Ona jednak stawiła gwałtowny opór, co totalnie rozsierdziło napastnika, który sięgnął po nóż i zaatakował Marię. W wyniku późniejszych badań okazało się, że zadał jej 14 ran kłutych. Cóż za potworna zbrodnia podyktowaną rządzą. Po powrocie do domu, rodzina zastała ją w stanie agonalnym. Przetransportowano ją do szpitala, gdzie oprócz koniecznej pomocy lekarskiej, zaopatrzoną ją również w Sakramenty. Niestety jej stan był tak poważny, że następnego dnia Maria Goretti odeszła do domu Ojca. Przed śmiercią dziewczynka wybaczyła swojemu oprawcy.

Cała okolica była poruszona skalą tej zbrodni, a jej pogrzeb zgromadził tysiące ludzi, wielu kapłanów i biskupa. W drodze na cmentarz ludzi żegnali ją sypiąc z okien na trumnę kwiaty. Wkrótce zaczęto o niej mówić, że to ktoś jak św. Agnieszka tyle, że z XX wieku. 27 kwietnia 1947 roku Pius XII ogłosił ją błogosławioną, a 24 czerwca 1950 r. ten sam papież kanonizował ją. W oby tych uroczystościach miała szczęście uczestniczyć jej mama.

Na uroczystościach był również obecny Aleksander, który w trakcie 27 lat przebywania w więzieniu, przeżył głębokie nawrócenie. Po wyjściu z więzienia przeprosił matkę, wyznał swoją winę wobec całej parafii i został tercjarzem i pracował jako ogrodnik przy klasztorze Braci Kapucynów. Po swoim nawróceniu prowadził życie pokutne, uczestniczył każdego dnia we Mszy Świętej i odmawiał różaniec. Zawsze podkreślał, że swoje nawrócenie zawdzięcza wstawiennictwu Marii Goretti. Zmarł w 1970 r.

Wspomnienie liturgiczne Marii Goretti przypada na 5 lipca.

Św. Mario, módl się za nami!